Część 2 – szosa
Połączone z relacją z
Costa Blanca – dzień trzeci 
Muszę się przyznać. Jestem uzależniony. Oraz szalony. A przy tym wszystkim… NIEZMIERNIE SZCZĘŚLIWY 
Dzisiaj byłem już podmęczony – dzień 1wszy to 102 km, 1800m up a wczoraj – dzień 2gi – 65 km, 750m up. No to co, dzień trzeci – pełnym piecem??? 
Wiecie, ja lubię sobie stawiać wyzwania. I to właśnie dało mi kolarstwo. Dzisiaj od 9:30 do 16:30 byłem w górach na rowerze. 6h jazdy, 1h na fotki, siku, 2x Fanta i 2x mała naprawa Madonki. 7 godzin sam na sam z …
Wiecie co jest najcięższe przy wielu godzinach na rowerze?
Tylko tak naprawdę te pierwsze kilka godzin. Te ostatnie kilka godzin już jakoś leci 
Dzisiaj zaplanowałem sobie grubą trasę której teoretycznie nie jestem w stanie teraz zrobić. Zgodnie z prawdą – nie mam formy teraz. Zobaczcie, chciałem i wam udowodnić, którzy wachacie się czy dacie radę na moje campy jechać. Skoro ja – klocek 84 kg z Warszawy, po roztrenowaniu i bez formy dał radę, to i Ty dasz radę! Oczywiście na campach trasy będą i ciężkie, ale i – nic się nie bój! – lekkie w grupie romantycznej 
A co do dzisiaj…
Czy nie miałem kryzysów? Miałem. Dużo. Miałem dzisiaj 4 duże podjazdy. 3ci szedł ciężko a 4ty… Siłą woli. Wiecie, bo to często jest tak że jak głowa mówi – JEDZIEMY! – to jedziemy dalej. I ja dzisiaj jechałem to głową. Nogi, płuca i serce nie są gotowe na taki wysiłek o tej porze sezonu u mnie. Przysięgam, wejdźcie na moją Strave a zobaczycie że dopiero co ledwo 2h jeździłem po Mazowszu!
I dlatego góry zmieniają człowieka…
Zapominasz o wszystkim. O braku formy. O problemach. O wszystkich niezałatwionych sprawach. Oby było słońce, rower. I kawałek górki do wjechania 
Dobra ale co z tym uzależnieniem… ? A! Bo prawie zapomniałem. Tak. Jestem uzależniony od tego momentu kiedy wraz z nabieraniem wysokości, widoki zaczynają powodować motylki w brzuchu. To prawie jak zakochanie. Wiele jestem w stanie wycierpieć dla tych momentów…
A szaleństwo? Co do zjazdów, czuję się na nich pewnie, 5 lat ścigałem się na motocyklach torowych, z sukcesami. 22 lata jeżdżę motocyklem. Ale. ALE! Tutaj często zawodowcy czy wprawieni amatorzy mijają mnie na zjazdach jak tyczkę…
Kiedy jest chłodno, wilgotno i wietrznie – zjeżdżam jak ostatnia… ^%%@*#
Ale dzisiaj, na 2 zjazdach pozwoliłem sobie na bardzo dużo. Na jednym goniłem kolesi co naprawde szli grubo. Po drodze mijali wszystkich, a ja goniąc ich, tak samo. Ale i tak mi uciekli. Natomiast ostatni zjazd – pofolgowałem sobie… Po prostu to poczułem. Że mogę. Było słonko, szeroka droga. I nagle widzę że w długim łuku mam 73 kmh… Myślę sobie, Paweł, ogarnij się! Ale za chwile meeeeega długa prosta, doszedłem do 85. Dżizas… Czy to normalne?
Nie.
Ale kto ustala granicę normalności, poprawności i grzeczności…?
Dopóki robimy swoje, nie robiąc krzywdy innym – róbmy swoje.
I dlatego góry zmieniają, również ( a może nawet bardziej?
) na szosie. Ja czuję teraz duże zmęczenie, spalę dzisiaj z 7k kcal.
Ale jestem szczęśliwy 
I szalony 
I uzależniony!!! Bo jutro ostatni dzień. A ja jadę po więcej 
Piszcie w komentarzach o swoich rekordowych rowerowych wojażach!
Podzielmy się tym wspólnie 
Elo!
Paweł
P.S.
Część 1 – dam link w komentarzu 
P.S. 2
Fotka nieba to z pokoju w hotelu! Obczajcie rolkę z hotelem – też dam link 
P.S. 3
Wpadajcie na moją Stravę
https://strava.app.link/SIA71hPMSYb
Wpadnij, zostaw komentarz!